Gdy w 1904 na Dalekim Wschodzie Rosja toczyła wojnę przeciwko Japonii, do Tokio z tajną misją udał się Józef Piłsudski. Chciał on uzgodnić z Japończykami kwestię wzniecenia polskiego powstania przeciwko Rosji, która w ten sposób zostałaby zmuszona do walki na dwa fronty. Tymczasem w Tokio niespodziewanie spotkał… Romana Dmowskiego.

 

Wróg mego wroga moim przyjacielem

Gdy na początku 1904 roku napięcia na Dalekim Wschodzie zagroziły wybuchem wojny rosyjsko-japońskiej, niektórzy socjaliści związani z PPS postanowili wykorzystać zaistniałą sytuację, by osiągnąć korzyści dla sprawy polskiej. Postanowili oni nawiązać kontakty z przedstawicielstwem japońskim w Wiedniu. Zadanie to przypadło Witoldowi Jodce-Narkiewiczowi.

8 lutego 1904 Jodko zaoferował posłowi japońskiemu w Wiedniu – Nobuoki Makino – ofertę współpracy. Zbiegiem okoliczności jego pismo zostało nadane dokładnie w dniu wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej.

Na zachodzie Rosji znajduje się silny podbity naród polski, który kilka razy dzielnie walczył o niepodległość swej ojczyzny, a pokonany broni nie złożył.

Wojska rosyjskie, znajdujące się w Mandżurii, złożone są przeważnie z Polaków (…) Polacy są urodzonymi wrogami Rosji; Japonia może spotkać się tylko z ich sympatią, gdyż interesy narodu polskiego na żadnym polu nie krzyżują się z interesami japońskimi. (…)

Z tymi wszystkimi wrogami Rosji należałoby się dziś Japonii porozumieć i z ich sił skorzystać.

(fragment listu W. Jodki do N. Makino z 8 lutego 1904)

Wysiłki Jodki nie spotkały się z natychmiastową odpowiedzią Japończyków. Polscy socjaliści nie zrezygnowali jednak z planów porozumienia się z Wieczorowymi Diabłami (jak zwykli określać mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni). Współpraca z Tokio mogła bowiem przynieść potencjalne korzyści dla sprawy polskiej.

Gdyby w porozumieniu z Japończykami Polacy wzniecili powstanie w Kraju Nadwiślańskim, Rosja zmuszona zostałaby do prowadzenia walki na dwa fronty. Równoczesne konflikty toczące się na przeciwległych krańcach carskiego imperium mogłyby okazać się bolesnym ciosem dla tego ostatniego. Być może zaowocowałoby to nakłonieniem Moskwy do uczynienia ustępstw zarówno wobec Polaków, jak i Japończyków.

Innymi słowy, gdyby ówczesna Rosja zaatakowana została zarówno na swoich zachodnich, jak i wschodnich rubieżach, siłą rzeczy stałaby się ona obiektem łatwiejszym do pokonania. Cele polskie i japońskie w obliczu takiej sytuacji były w owym czasie zbieżne w myśl zasady wróg mego wroga jest moim przyjacielem.

Strona japońska nie była jednak do końca zdecydowana na tego rodzaju współpracę z polskimi socjalistami. Rozmowy jednak kontynuowano, a ich punkt kulminacyjny przypadł na lato 1904 roku, gdy do Japonii udał się Józef Piłsudski.

Jak miało się okazać, PPS-owcy nie byli jedynymi Polakami, z którymi zetknęli się wówczas Japończycy. W marcu 1904 z przedstawicielem Kraju Kwitnącej Wiśni spotkał się bowiem także Roman Dmowski. Przywódca endecji miał znacząco inne zdanie na temat wzniecenia kolejnego antyrosyjskiego zrywu aniżeli socjaliści, którzy częściej opowiadali się za czynem o charakterze zbrojnym. Dmowski uważał, iż wybicie się Polaków z zaboru rosyjskiego na niepodległość w ówczesnych realiach było mało realistyczne. Obawiał się on, że carat kolejny raz zdoła zdusić polską rewoltę.

Stłumienie polskiego powstania oznaczałoby, iż Polacy kolejny raz przelali krew w boju przeciw zaborcy, ale nie osiągnęli przy tym oczekiwanych skutków politycznych. Z klęską powstania wiązałoby się ryzyko nowych represji wymierzonych w Polaków, a zapewne także długotrwałe ostudzenie nastrojów niepodległościowych i nadziei na odrodzenie Rzeczypospolitej, co zapewne podziałałoby na naród polski demobilizująco i zniechęcało do aktywności politycznej.

Sceptyczny co do idei polskiej rewolty, Roman Dmowski pragnął odciągnąć Japończyków od idei porozumienia się ze zwolennikami Piłsudskiego w kwestii wzniecenia nowego polskiego powstania. Był to pogląd odmienny od opinii Józefa Piłsudskiego, któremu z kolei idea zorganizowania antyrosyjskiego zrywu była bliska.

 

Misja i anty-misja

Ostatecznie Wieczorowe Diabły zaprosiły przedstawicieli PPS-u na rozmowy do Tokio. Piłsudski w tajemnicy przed innymi członkami partii socjalistycznej (sceptycznymi co do koncepcji wyjazdu do Japonii) udał się w podróż do Ameryki, skąd następnie wyruszył w kierunku właściwego celu wyprawy – do zachodniej Azji. W podróży towarzyszył mu Tytus Filipowicz.

Piłsudski i Filipowicz nie byli jednak jedynymi Polakami, którzy udali się wówczas w podróż na Daleki Wschód. Na rozmowy do Japonii zaproszony został bowiem także Roman Dmowski, mający odmienne zapatrywania na sprawę polskiego powstania. Niewykluczone, że Japończycy chcieli tym samym poznać stanowisko przedstawicieli różnych polskich środowisk politycznych, nie chcąc ograniczać się w tym względzie jedynie do socjalistów.

Celem misji Dmowskiego było storpedowanie wysiłków Piłsudskiego i przekonanie Japończyków o bezcelowości idei wzniecenia polskiego powstania w Rosji. Dmowski po latach przyznawał w wywiadzie:

Uważałem wówczas wybuch powstania za niewskazany i postanowiłem udać się do Tokio, by paraliżować akcję Piłsudskiego (…). Byłem przyjęty kilkakrotnie przez zastępcę szefa japońskiego sztabu generalnego. Wręczyłem mu dwa memoriały o sytuacji Polaków w Rosji.

 

9 godzin rozmowy

Zbiegiem okoliczności obaj Polacy, którzy udali się do Tokio, trafili na siebie na ulicach miasta. Gdy Roman Dmowski udawał się na pocztę w celu wysłania korespondencji, ku swemu zaskoczeniu usłyszał nagle polską mowę. Okazało się, że w przejeżdżającym opodal wozie, który nieco przypominał lektykę, znajdują się Józef Piłsudski i Tytus Filipowicz.

Któregoś dnia poszedłem na pocztę nadać list. Nagle widzę, że ulicą jadą dwa wózki ciągnione jak zwykle przez ludzi, a w nich dostrzegam twarze dziwnie jakoś znajome, gdyż bardzo polskie.

Gdy podjechali bliżej w moją stronę, poznałem jednego pasażera: był to Filipowicz. Zawołałem do niego:
– Dokąd tak jedziecie?!
Filipowicz odpowiedział:
– Do was!
– No to zaczekajcie chwilę, zaraz tu będę.

Trzej Polacy na obczyźnie spędzili resztę dnia na rozmowie w hotelu. Przez dwie godziny przebywał wśród obecnych Filipowicz, który opuścił spotkanie ok. godziny 17. Od tej pory Roman Dmowski i Józef Piłsudski w cztery oczy przez kilka godzin rozmawiali ze sobą i dyskutowali. Wymiana poglądów trwała bardzo długo (spotkanie trwało do północy), niemniej jednak obaj politycy nie zdołali przekonać się do swoich racji.

Sądząc po relacji Dmowskiego wydaje się jednak, że spotkanie przebiegało w atmosferze dość życzliwej:

Była godzina trzecia po południu, gdy rozpoczęliśmy rozmowę we trójkę (…) Około piątej opuścił nas Filipowicz. Sami we dwójkę rozmawialiśmy z Piłsudskim do dwunastej w nocy.

Wiedzieliśmy, że się nie przekonamy – ale ileż mieliśmy wspólnych trosk i uczuć!

Powiedziałem Piłsudskiemu: “Oczerniać Was tu nie będę, ale będę Wam przeszkadzać…”.

Zagadnienie relacji między Piłsudskim a Dmowskim jest tematem, któremu poświęcono wiele artykułów czy dyskusji historycznych. Można by sądzić, że adwersarze polityczni co do zasady nie powinni darzyć się zbytnią sympatią. Tymczasem przywódca endecji w wywiadzie, którego udzielił w latach 30. XX wieku, wyznał:

Wbrew temu, co wielu myśli – stosunki osobiste z Piłsudskim zawsze miałem dobre. Przede wszystkim nigdy nie oczerniałem Piłsudskiego – a przed wojną było to na porządku dziennym.

Japońskie atrakcje

W czasie pobytu w Japonii Dmowski i Piłsudski udali się na zwiedzanie Tokio. Podobno Roman Dmowski, zaznajomiwszy się z atrakcjami stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni za pośrednictwem przewodnika turystycznego, oprowadzał po Tokio Piłsudskiego oraz towarzyszące im osoby.

Istnieje także anegdota jakoby Piłsudski przed powrotem do kraju wziął udział w przyjęciu, na którym gościli m.in. japońscy dyplomaci. Obecnym podano lokalny specjał kulinarny, którym była specjalnie przyrządzona ryba. Gdy Piłsudski przy pomocy drewnianych pałeczek włożył ją do ust, nagle spostrzegł, że ryba jest jeszcze żywa i porusza się. Nie wypluł on jednak podanego mu specjału, aby nie urazić obecnych na przyjęciu Japończyków. Zamiast tego chwycił szklankę z koniakiem i pomógł sobie, zapijając porcję alkoholem. Jak wspomina Filipowicz:

Pierwszy i jedyny raz widziałem, że Ziuk potrafił wypić jednym duszkiem pół szklanki koniaku. Z koniakiem popłynęła jakoś i ta ryba. Jak się później okazało, była jedynie ogłuszona, sztuka zaś polegała na tym, by zjeść ją zanim się obudzi.

(za: B. Urbankowski, Józef Piłsudski. Marzyciel i strateg, Poznań 2014, s.96)

Dwaj zwycięzcy?

Wizyty Piłsudskiego i Dmowskiego w Japonii pozostawiły po sobie jednak coś więcej niż tylko wspomnienia o charakterze towarzyskim i turystycznym. Na pierwszy rzut oka to przywódca endecji odniósł sukces – Japończycy odrzucili bowiem ideę polskiego powstania, popieraną przez niektórych działaczy PPS.

Przywódca endecji, który osiągnął swoje cele w Tokio, wspominał:

Dwa tygodnie czekałem na decyzję, po czym zakomunikowano mi, że sprawa została rozstrzygnięta po mojej myśli. 
Nie miałem już nic więcej do roboty w Tokio. Poszedłem do Piłsudskiego by się pożegnać. Zwiedziliśmy jeszcze razem miasto.

Trzeba jednak pamiętać, iż owoce egzotycznej wyprawy przypadły także polskim socjalistom. PPS otrzymał bowiem od Wieczorowych diabłów znaczne pieniądze, które przydały się w późniejszej działalności politycznej. Nie do końca słuszne byłoby zatem stwierdzenie, jakoby Piłsudski powrócił z Tokio z pustymi rękami. Kontakty polskich socjalistów z Japończykami trwały jeszcze ponad rok, bo aż do jesieni 1905 roku.

Mimo że Japonia nie wsparła idei polskiego powstania, zaledwie rok później do antyrosyjskiego zrywu Polaków faktycznie doszło. Bunt ten miał jednak charakter spontaniczny i nie był ani zaplanowany ani w pełni kontrolowany przez polskich socjalistów.

Wspomniana rewolta Polaków była częścią szerszego antycarskiego zrywu tamtych czasów, który zyskał miano tzw. Rewolucji 1905 roku. To właśnie wtedy – 12 lat przed ostatecznym upadkiem caratu – przez ówczesną Rosję przetoczyła się fala strajków i wystąpień antycarskich, w której swój udział mieli także Polacy. Podjęty w tamtym czasie zryw miał zarazem charakter narodowy, demokratyczny oraz robotniczy. Na szczególną uwagę zasługują wydarzenia z czerwca 1905, które przeszły do historii jako “powstanie łódzkie”.

PPS 1905

19 maja 1905 r., widok na ul. Miodową w Warszawie po wybuchu bomby rzuconej przez działacza PPS, By nieznany – Jerzy Rawicz, Doktor Łokietek i Tata Tasiemka, Czytelnik, Warszawa 1968, p. 6, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4673251

Rewolucja 1905 nie obaliła caratu ani nie przyniosła Polakom niepodległości. Skłoniła ona jednak Rosjan do poczynienia pewnych ustępstw względem narodu polskiego, a także do powołania rosyjskiego parlamentu (Dumy). Mandat wyborczy uprawniający do zasiadania w tym organie miał wkrótce uzyskać nie kto inny, jak Roman Dmowski.

Mało kto mógł wówczas podejrzewać, że carska Rosja wchodziła właśnie w ostatnią dekadę swojego istnienia. W rzeczywistości tylko niewielki dystans czasowy dzielił naród polski od upragnionej niepodległości, a zarazem od spełnienia wspólnego pragnienia obydwu Polaków, którzy przypadkiem spotkali się w 1904 r. w Tokio.